Rozdział 1

http://fc08.deviantart.net/fs71/f/2011/164/1/c/1cedddc3b97353c4771a0985d55be7be-d3isi5r.jpg  Spaceruję wzdłuż granic mojego miasta. Wszystko - co dotychczas mnie otaczało - teraz wydawało się znacznie piękniejsze. Widzę migrujące ptaki, gdzieś koło uszu brzęczy mi pszczoła. Rozmaite kolory i zapachy kwiatów łączą się z aromatem jesiennych liści. Zwiedzam leśne ścieżyny, których wcześniej nie widziałam. Oglądam pieczary, robię w nich echo tym samym wywabiając z nich nietoperze. Ścigam się z wiatrem, robię bukiet z polnych stokrotek. Chodzę i chodzę, aż w końcu przystaję, bo zmęczyłam się tym chodzeniem bez celu. Odkładam łuk i kołczan ze strzałami opierając je o konar drzewa, a sama siadam na kamieniach. Gdy tylko moje ciało dotyka powierzchni skały, instynktownie odskakuję w bok. Moja ręka sięga po jedyny stosowny środek obrony - strzałę, którą ówcześnie odłożyłam, strzałę, której namacalnie nie posiadam. Zaczynam oddychać szybciej, napinam mięśnie. Te kamienie są miękkie! Jestem przerażona. Ponownie wysuwam dłoń, żeby sprawdzić powierzchnię. Na nic. Przecież kamienie są twarde! Jestem tego pewna, a te są jakoby zrobione z puchu. Czuję ból głowy, drzewa zaczynają wyginać się we wszystkie strony niczym bambusy. Wszystko mnie boli, widzę już tylko cienie i rozmazany obraz jakiejś zbliżającej się postaci. Tracę przytomność, padając na miękki puch.
  Nie wiem, ile to trwało. Może kila minut albo... godzin. Otwieram oczy i widzę stojącą nade mną postać kobiety. Cóż, wygląda jak kobieta, jednak ma dziwne ubranie i fryzurę, a także spiczasto zakończone uszy. Jej spojrzenie jest hipnotyzujące. 
- Ktoś ty?! - wołam podnosząc się i sięgając po łuk. Nieznajoma szybciej niż ja podnosi go i podaje mi do rąk.
- Jestem Akara. Wywodzę się z plemienia Elfów. - oświadcza. - Jak zatem ty się zwiesz?
- Jestem Light. Light Blushberrie. Z plemienia Ludzi. - mówię. - Czego szukasz na naszych ziemiach? - pytam z przekąsem.
- Zapytałabym raczej, czego Ty szukasz na naszych ziemiach? - odpowiada pytaniem na pytanie.
- Nie jestem przecież na terenach Elfów.
- Owszem jesteś. Jesteś na terenie stolicy państwa.
- Nie, to niemożliwe - zaprzeczam kiwając głową. -  Przecież nie przekraczałam granicy. Naprawdę nie! 
- To dziwne... Pan wysłał mnie na zwiady, bo jeden z jego ptaków zauważył, jak leżysz nieprzytomna. Władca dał mi rozkaz, bym sprawdziła czy nic ci nie dolega. - oświadcza.
- Czy naprawdę jest aż tak ze mną źle? - pytam ironicznie.
- Nie, wszystko w porządku. Witam w Avendell!

- Dziękuję. - odpowiadam szczerze. Akara skinęła głową na znak zgody i ruszyła przed siebie.
- Czekaj, dokąd idziesz? - pytam, chwytając łuk i podbiegając do niej.
- Do zamku, - odkrzykuje - idź za mną! - mówi. Mam zamiar wykonać jej polecenie. Szybkim krokiem ruszam przed siebie, nie spuszczając jej z oka ani na chwilę. Biegniemy najpierw przez długą łąkę. W oddali dostrzegam zwierzynę, a także nieznane mi gatunki flory. Akara nagle zatrzymuje się gwałtownie, a ja, jeszcze szczerze rozmarzona, nie zauważając tego wpadam prosto na nią. 
- Przepraszam, - mówię, podnosząc się i strzepując liście i małe gałązki przyczepione do mojej bluzy - nie chciałam.
- Shh - ucisza mnie, przykładając palec do ust. Bezdźwięcznie pokazuje palcem dno skarpy, na której granicy stoimy. Podchodzę bliżej, po czym szybko się cofam. Ogarnia mnie przerażenie. Na dnie, leży znane mi stworzenie. Wilk. Sięgam po strzałę, ale Akara natychmiast, daje mi znak, żebym ją schowała.  Wpatruję się uważnie w śpiące, nieświadome niczego zwierzę. Mam wprawne oko, więc szybko dostrzegam charakterystyczną sierść. Jest długa i lśniąca w świetle dnia. To Zmieszaniec, wilk, który nie pochodzi z naszych terenów. Nasze bestie są znacznie mniejsze, nie mają długiej sierści, ani tak wielu blizn. Najczęściej oswaja się je, żeby służyły królowi jako pupile, a większe jednostki szkoli się do służby w wojsku. Wpatrujemy się z Akarą w wilka już dobrą chwilę, kiedy zaczynam się powoli cofać. Uważam na każdy ruch, żeby nie obudzić stwora. Nagle pod nogami dostrzegam ogromną tarantulę. Odskakuję w bok, i zaczynam krzyczeć. Wrzeszczę na całe gardło, kiedy bestia otwiera oczy.
  Szybko się uspokajam, ale nie dostrzegam mojej towarzyszki. Wpatruję się w zmieszańca, który zaczyna się powoli i mozolnie podnosić. Wstał. Patrzymy sobie głęboko w oczy, ja sparaliżowana strachem, on - w każdej chwili gotowy do ataku. Ma piękne, majestatyczne złote oczy. Mam wrażenie, że widzi moją duszę. Nagle czuję, że rękawiczka zupełnie mi się zsunęła. Odwracam wzrok dosłownie na ułamek sekundy, kiedy słyszę, jak zmieszaniec zaczyna wyć, i wdrapywać się po mnie. Cienka rękawiczka upada na ziemię. Jestem tak przerażona, że nie jestem w stanie się ruszyć. Kiedy zwierzę jest około metra przede mną, chcąc się zasłonić, wyciągam w przód prawą dłoń, zaciskam zęby i mrużę oczy. Nagle słyszę, że zmiech się zatrzymał. Otwieram oczy. Dopiero teraz wyraźnie widzę, co robi. Zmieszaniec z podkulonym ogonem, płaszczy się przed moją ręką. Skulił się w kłębek, jakby stanął przed znacznie silniejszym przeciwnikiem i poniósł klęskę. Z niedowierzaniem zaczynam przyglądać się wilkowi, po czym odwracam dłoń w moim kierunku i cały strach mija. Dostrzegam tajemnicze znamię.
  Wpatruję się w moją dłoń. Co to jest? Skąd się wzięło? Czy widziałam to wcześniej, ale nie zwróciłam uwagi na tak mały szczegół? Co chwila patrzę to na zmieszańca, to na moje znamię. Przypomina trzy strzały wbite w ziemię. Nie są oczywiście idealnie wyraźne, ale mniej więcej tak to wygląda. Po chwili strach przerodził się w niepokój o Akarę. Zaczynam ją nawoływać, ale wszystko na nic. Nigdzie jej nie widzę. Ciągle jeszcze popatruję na zmiecha, bo boję się zostawić go bez nadzoru. Po chwili słyszę dziwny szmer, dobiegający zza pobliskich krzewów. Podchodzę do nich, i dostrzegam Akarę, skuloną w kłębek i trzymającą kciuk w ustach.                                       
http://fc07.deviantart.net/fs71/f/2012/155/5/2/520472636b94e4dd0ffe8d942b5eaf9a-d527iku.png- Hej! Wszystko w porządku? - dopytuję się. Ta pośpiesznie wstaje, po czym rzuca mi się w objęcia.
- Tak się o ciebie bałam! Och, Light, co za szczęście, że miałaś te strzały i łuk. - mówi, bliska łez. Zaczynam gładzić ją po włosach, i uspokajam. 
- Ja go nie zabiłam. - oświadczam. Widzę jak Akarą znów wstrząsa strach. - Jest tam - mówię, i pokazuję palcem siedzącego zmiecha. Wracam wzrokiem do Akary i staram się ją uspokoić, kiedy widzę, że ta nerwowo mnie odpycha i wytrzeszczając oczy wskazuje coś palcem. Pośpiesznie się odwracam i widzę zmiecha tuż za mną. Stoi na tylnych łapach i rzuca się na mnie. Ma ogromne kły. Zaraz jednak pokazuję mu dłoń, i ten znów zaczyna się kulić.
  Akara nie może uwierzyć w to, co zobaczyła. Ja właściwie też nie. Wyciągam ku wilkowi dłoń, a ten powoli zaczyna się do niej zbliżać, obwąchuje ją, a kiedy nie czuje się zagrożony, przysuwa do niej pysk. Czuję jego sierść, nieco drapiącą mnie w rękę, a także na skórze wyczuwam głębokie, ale zagojone blizny. Odwracam głowę ku mojej towarzyszce i chwytam jej dłoń. Nieco ją unoszę, żeby też dotknęła bestii.
- Łagodny jak baranek - śmieję się. - Jak myślisz, co to za znamię? - pytam. Ta chwyta moją rękę i ogląda znamię. Po chwili otwiera oczy szerzej i odskakuje w bok, po czym zaczyna mi się pośpiesznie kłaniać.
- Błagam, nie zabijaj mnie! - prosi błagalnym głosem. Przestaję  głaskać zmiecha, podchodzę do Akary i każę jej natychmiast wstawać i się nie wygłupiać.
- Co ty wyprawiasz? - pytam.
- Ale przecież... twoje znamię...
- Co? Co moje znamię? - dopytuję się nerwowo.
- Walkiria... - słyszę w odpowiedzi.

http://th01.deviantart.net/fs71/PRE/i/2012/290/e/7/to_ride_by_h4y13y-d5i4och.jpg- Jaka Walkiria? - dopytuję się. - Przecież Walkirie, to tylko legenda.
- Masz rację, ich ród rzeczywiście rozpadł się z przyczyny licznych w tym okresie wojen i kataklizmów - oświadcza. - Mimo to jednak istnieje pewna legenda, która głosi: "Ostatnia Walkiria - ta Ziemię ocali! Zmiecha dosiada i bestie oswaja. Ta wszystkie narody ocali" - mówi. - Czy teraz rozumiesz? - pyta pełna nadziei. Zaczynam się namyślać. Walkiria? Cóż, babka opowiadała mi, o nich. To pomniejsze boginie, córki Odyna, zwykle przedstawiane jako piękne dziewice-wojowniczki ujeżdżające olbrzymie wilki. Czy oto właściwie  mogłoby chodzić? Raczej jest to mało prawdopodobne, chociaż... Co do zmiecha, to przepowiednia naprawdę budzi grozę. Tylko mi jednej w historii całego państwa udało się oswoić i dotknąć zmiecha. Mimo to jednak legenda mówi, że "... ta, która zmiecha dosiada", więc to nie mogę być ja. Jest to osoba, która na nich jeździ, a nie tylko dotyka. Zaczyna boleć mnie głowa, od tego nadmiernego myślenia. Mam tylko jeden pomysł, jak sprawdzić, czy osoba z legendy, to ja. Muszę spróbować dosiąść wilka.
  Podchodzę bliżej zmieszańca, ciągle pokazując mu dłoń. Podchodzę do jego boku, zaczynam delikatnie głaskać mu sierść. Zaczynam do niego cicho mówić, żeby go uspokoić. Ten się temu całkowicie poddaje, słyszę spokojne bicie jego serca, za plecami czuję, że Akara mnie obserwuje. W końcu nabieram odwagi. Chwytam się mocniej sierści zmiecha, po czym szybkim ruchem na niego wskakuję. Siedzę jak na koniu, tyle, że jest mi znacznie wygodniej. Nagle słyszę przed sobą, jakiś szmer w krzakach.
- Akara, to ty? - pytam i słyszę natychmiastową odpowiedź, tyle że nie w krzakach, a za zadem wilka. - Akara, szybko! Biegnij się schować! - wrzeszczę na nią.
- Co się dzieje? - pyta przerażona, chowając się za krzewami.
Doodle 163 - Black Jaguar by giovannag- Mamy towarzystwo. - mruczę ponuro. Odwracam się w kierunku bezpośredniego zagrożenia i nakładam strzałę na cięciwę łuku, po czym mocno ją naciągam. Zbierają się chmury, piękny, słoneczny dzień zaczyna przeradzać się w wietrzny, upiorny wieczór. Nagle zza krzewów wychodzi jaguar, piękny i majestatyczny, o kruczo czarnej sierści. Ściskam mojego wierzchowca łydkami, a ten momentalnie rusza z miejsca. Biegnie bardzo szybko, omijając drzewa. Jaguar momentalnie rusza za nami w pościg. Wystrzelam jedną strzałę, następnie drugą. Obie mijają bestię o parę centymetrów. W końcu zmęczony zmiech nieco zwalnia, a bestia jest tak blisko, że bez problemów celuję strzałę w jego pysk, kiedy przypominam sobie, o moim znamieniu. Pośpiesznie chowam strzałę, i wyciągam dłoń, zamykając oczy. Zmiech zatrzymuje się, a ja pozbawiona równowagi upadam na ziemię, prosto pod przednie łapy wygłodniałego jaguara.
  Leżę przerażona. Nad sobą widzę ociekające śliną szczęki zwierzęcia. Cała obolała próbuję sięgnąć po kołczan ze strzałami leżący około metra dalej, ale zwierze w tym właśnie momencie kładzie potężną łapę na mojej klatce piersiowej. Jestem unieruchomiona. Odruchowo wyciągam dłonie w przód, chcąc ochronić się przed ciosem. Nagle czuję, że jaguar puszcza mnie z uścisku. Mogę wstać. Szybko podbiegam do kołczanu ze strzałami, naciągam jedną z nich i celuję prosto w czaszkę bestii. Zauważam, że ten nagle zaczyna do mnie podchodzić, ja nie strzelam. Kiedy jego głowa jest zaledwie kilka centymetrów od mojej strzały, ten przysuwa się do niej tak, że broń dotyka jego czoła. To może oznaczać tylko jedno; bestia mi uległa.
Bunny Creek by CassiopeiaArt  Pośpiesznie podnoszę się z ziemi nie spuszczając strzały z głowy bestii. Zwierzę cały czas ma zamknięte oczy. Kiedy powoli zaczyna je otwierać, zauważam, że są zupełnie czarne. Zwierzę patrzy we mnie ślepo, kiedy ostrożnie odsuwam broń. Kiedy dostrzegam, że jest już spokojny, powoli i wolnym ruchem zrywam zwisającą swobodnie lianę, po czym zaplatam uwiąz. Zarzucam linę na szyję jaguara, po czym prowadzę go jak psa na smyczy do oswojonego zmiecha. Dosiadam go, po czym szybkim truchtem wracam po Akarę. Kiedy biegniemy, zauważam na pobliskiej łące kilka królików. Zamierzam upolować jednego.
  Zatrzymuję zmieszańca, który też wyczuł zapach świeżego mięsa. Zeskakuję z wilka, po czym naciągam jedną ze strzał i posyłam w kierunku zwierzyny. Ponieważ mam już wprawę w strzelaniu, jedną strzałą łapię aż dwa egzemplarze. Daję oswojonym bestią znak, żeby zostały na miejscu, bo nie chcę szczuć ich zapachem pożywienia. Szybko zakradam się po mój łup, po czym wyjmuję strzałę z przebitych brzuszków i wracam do bestii. Staję jak wryta. Widzę zmiecha, który dosłownie rozszarpuje ciało jaguara. Szybko wyciągam ku niemu znamię. Dopiero po chwili pokornieje i zostawia strzępy mięsa, niechętnie rzucając mi je pod nogi, po czym kładzie się i pokornie kładzie po sobie uszy. Pochylam się nad ciałem zwierzęcia, kopnięciem buta oceniam stan zwłok. Wiem, że nie będzie z nich pożytku, więc tylko wyjmuję zza pasa nóż i obdzieram czarną skórę. Kto wie, ile będziemy musiały krążyć po lesie. Kiedy kończę, pozwalam wilkowi się pożywić. Nie mija pięć minut, kiedy bestia kończy posiłek. Już mam go dosiąść, kiedy doznaję olśnienia. Wpatruję się w jego piękne i majestatyczne, złote ślepia.
- Jaskier... - szepczę cichutko.
  Patrzę w jego oczy jeszcze chwilę, po czym dosiadam go i mocno ściskam w łydkach. Jaskier przyśpiesza kroku, a po chwili już biegnie. Mocno trzymam się jego futra, gdy wbiega w leśną gęstwinę krzewów. Mimo pokaźnych rozmiarów wilka, przedziera się przez drapiące rośliny w ślimaczym tępię. Mocno trzymam się wilka, kiedy ten zaczyna się miotać. Ogarnia mnie przerażenie. Przecież siedzę na zmiechu, pozornie tylko oswojonym. A co, jeśli zwierzę zapomni o mnie, i o tym, że jestem Walkirią? Przecież zna swoją siłę doskonale, i wie, że jednym uderzeniem łapy może mnie zabić. Mimo to jednak szybko wyrównuję oddech, po czym powoli i dyskretnie sięgam po strzałę. Ta przypomina mi o znamieniu. 
  Nie zdążyłam jeszcze dobrze jej wyjąć, bo od razu wślizguję ją z powrotem do kołczanu. 
- Jaskier, pamiętasz? - pytam ironicznie przysuwając mu dłoń obok ślepia. Teraz jestem pewna, że pamięta. Właściwie, to okazało się, że jest mi uległy, a miotał się, bo najwyraźniej coś zauważył. Zaczynam mu naprawdę ufać.
http://oi59.tinypic.com/2wgi0dy.jpg  Kiedy wreszcie udaje się nam wybrnąć z labiryntu, znajdujemy się na dnie skarpy. Nie muszę pokazywać Jaskrowi, co ma robić. Kiedy tylko stajemy na dnie, wilk zaczyna się wdrapywać. Na szczęście nie jest bardzo stromo, a Jaskier ma długie pazury, więc nie zsuwamy się bezpośrednio po zboczu. Mimo to jednak muszę mocno się go trzymać, żeby przypadkiem nie stracić równowagi. 
Kiedy docieramy nareszcie do celu, zaczynam szukać wzrokiem Akary. Kiedy jednak nie mogę jej
dostrzec, zeskakuję z wilka, po czym ostrożnie zbliżam się do krzewów, gdzie się schowała. Chwytam ręką jedną z gałązek i energicznym ruchem odrzucam je na bok. Nie ma jej. Po chwili jednak na kamieniu nieopodal dostrzegam ślady świeżej krwi.
  Czuję się odpowiedzialna za Akarę. W końcu, ona powierzyła mi swoje życie w momencie, kiedy dosiadłam Jaskra. Nie chcę nawet myśleć, co mogło ją spotkać... Biorę się w garść. Podchodzę do zmiecha, i mocno go do siebie przytulam. Boję się, że znowu stracę przytomność, więc nie puszczam zwierzęcia. Kiedy wreszcie się uspokajam, dosiadam wilka i cicho szepczę.
- Ruszamy na łowy. Ktokolwiek to był, zadarł nie z tą Walkirią..! - mówię mu do ucha, po czym ściskam łydkami jego klatkę piersiową. Ruszamy do pałacu Avendell.
  Zamierzam znaleźć Akarę. Tylko właściwie, co mogło się jej stać? Szczerze wątpię  w rabusiów, ale złoczyńcy to inna broszka. Wydaje mi się, że oni nas śledzili od samego początku, ale czekali na odpowiedni moment. Przypuszczam, że kiedy oswoiłam Jaskra i udało mi się go dotknąć, oni uznali, że lepiej z nami nie zadzierać, bo jestem kimś w rodzaju Demona. Kiedy jednak dosiadłam wilka, i uciekałam przed jaguarem, a Akara schowała się w krzewach bez żadnego środka obrony, uznali, że to doskonały moment na przypuszczenie ataku. Nie wykluczam też opcji, że zaatakowało ją jakieś dzikie zwierzę. W końcu pałętają się ich tutaj tysiące!
http://th09.deviantart.net/fs71/PRE/i/2011/093/1/b/dead_end_by_james_face-d3d4crr.jpg- Jaskier, szybciej! - wołam do niego, po czym ściskam łydkami. Ten szybko przyśpieszył kroku. Biegniemy przez las, wzdłuż nas rozciąga się malownicza dolina. Nagle Jaskier zatrzymuje się, a ja pozbawiona równowagi upadam na ziemię. Podnoszę się, strzepuję liście i gałązki z mojej bluzy, po czym z wyrzutem patrzę na Jaskra. Ten jest jakby sparaliżowany, nie reaguje na żadne moje ruchy. Ogarniam wzrokiem całą dolinę, ale nie zauważam nic niepokojącego. Jaskier cały czas się miota, widać, że jest bardzo niespokojny. Zachowuje się jak koń, którego przestraszył widok nowego obiektu, szybko wyłaniającego się zza horyzontu. Spokojnie podchodzę do niego, zaczynam go gładzić po sierści głowy. Drapię za uchem, ale nic nie działa. Ciągle zachowuje się niespokojnie. Kiedy staram się go uspokoić, sama wpadam w panikę. Spuszczam wzrok, zauważam ślady krwi. To z pewnością krew Akary. Kucam, żeby przyjrzeć się czerwonej cieczy, kiedy słyszę krzyk dziewczyny, gdzieś bardzo blisko. Czym prędzej się podnoszę i zaczynam biec w tamtym kierunku. Zatrzymuje się w bezpiecznej odległości, za drzewami i krzewem dzikiej róży. Pośpiesznie wyciągam strzałę i naciągam ją na cięciwę łuku. Podnoszę dłoń, i lekko odsuwam liście zasłaniające mi widoczność. Ogarnia mnie przerażenie. Zauważam w pół nagą Akarę, która płaszczy się przed mężczyzną, ubranym w kremowy chyba płaszcz i kapelusz w tym samym odcieniu. Trzyma on w dłoni nieznany mi przedmiot, wycelowany w głowę mojej towarzyszki. Domyślam się , że to pewny rodzaj broni. Nie mogę pohamować ogarniających mnie emocji. Już mam wypuścić strzałę, kiedy zza pleców wybiega rozwścieczony Jaskier. Przeskakuje nad moją głową, po czym w szaleńczej furii biegnie na mężczyznę. Ten z przerażenia upuszcza broń, jest sparaliżowany strachem. Widzę, jak trzęsą mu się kolana. W tym samym momencie spoglądam na Akarę. Uśmiecha się, z jej oczu ulatniają się łzy szczęścia.Wracam wzrokiem do zmieszańca. Zauważam, że rzucił się już na mężczyznę. Nie myśląc o niczym innym - wyskakuję zza krzewów i wrzeszczę na Jaskra.
- Zostaw go! - wrzeszczę, ale ten nie zamierza puścić zdobyczy tak łatwo. Naciągam strzałę i posyłam ją ku wilkowi. Tak, jak zamierzyłam - mija go o kilka milimetrów i tylko zdrapuje nieco sierść. Przestraszone zwierzę zostawia mężczyznę, po czym z niechęcią wraca do mnie. Dosiadam go, po czym powoli i dumnym krokiem kroczę do dwóch postaci. Jaskier ciągle jeszcze niepocieszony warczy groźnie na poharataną postać mężczyzny. Kiedy jestem już pomiędzy Akarą a jej oprawcą, zsiadam z wilka, i daję głową znak, żeby podszedł do mężczyzny i go pilnował. Sama zaś podchodzę do Akary, wyjmuję zza pasa skórę jaguara i okrywam nią dziewczynę. Patrzę się jej chwilkę w oczy, kiedy słyszę za plecami potworny grzmot, a po ułamku sekundy bolesne wycie Jaskra.

http://th02.deviantart.net/fs71/PRE/i/2012/078/0/e/cowboy_bebop__spike_spiegel__realism__by_shilesque-d4t23ru.jpg  Najszybciej jak mogę biegnę do Jaskra.  Upadam obok niego przepełniona troską o wilka, i nienawiścią do jego oprawcy. Podnoszę wzrok, i widzę mężczyznę z wycelowaną we mnie bronią, dymiącą jeszcze od poprzedniego użytku. Pośpiesznie naciągam strzałę, wstaję, i celuję ją w czaszkę mężczyzny.
- Nie bądź głupia... - mówi ironicznie. Jaskier zaczyna warczeć. Skoro jeden wystrzał z tej broni może poważnie zranić dorosłego zmiecha, to strach pomyśleć, co robi z ludźmi. Cofam się niepewnie. Nagle Jaskier ostatkami sił zaczyna boleśnie wyć, domyślam się, w jakich męczarniach się teraz wije. Nabieram odwagi, w ułamku sekundy zmieniam mój cel - z czaszki, na dłoń mężczyzny, w której trzyma swoją broń. W ułamku sekundy wypuszczam strzałę, która dosłownie odcina przedramię mężczyzny. Rozlega się przeraźliwy wrzask, mężczyzna klęka i zaczyna wić się, niczym nowo narodzona poczwarka. Kompletnie nie wzrusza mnie jego widok, ale ludzkie życie jest dla mnie ważne. Podbiegam do niego, zrywam kawałek jego płaszcza i robię opatrunek. Opieram mężczyznę od drzewo i zdejmuję kapelusz zasłaniający mu twarz. Dopiero teraz dostrzegam, że nie jest to mężczyzna, lecz chłopak, pewnie nie wiele starszy ode mnie, za to znacznie bardziej umięśniony.
  Ma zielone włosy, rozpadające się potem na wiele odcieni; od brudnej zieleni Bagien Blushtor, po jasną zieleń trawy, świeżo skroplonej poranną rosą. Jego brązowe oczy są niezwykle przenikliwe, tak samo jak ślepia Jaskra. Rzewnie płyną z nich łzy. Widzę, że jest przerażony. Pod zmiętolonym i podartym przez Jaskra płaszczem nie ma nic. Jest prawie nagi. Mimo, że początkowo myślałam, że zgwałcił Akarę, teraz nachodzą mnie wątpliwości. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że  chciał okraść ją z broni i ubrań, bo jest uciekinierem i nie ma nic. Przypominam sobie o Jaskrze. Żeby mieć pewność, że nic już nie zrobi, ostrożnie biorę broń, i wyrzucam ją daleko poza pole widzenia.
  Podbiegam do wilka. Jest w stanie krytycznym. Teraz już wiem, że jest za późno. Łzy ciekną mi do oczu, a ja ich nie powstrzymuję. Pochylam się nad nim, czule całuję w nos i gładzę sierść. Kładę jego głowę na moje kolana i uspokajam. Cicho do niego szepczę, a nawet udaje mi się cichutko zanucić. Widzę, że z jego ślepi również płyną łzy, on płacze ze mną.
blue jeans, white shirt by xXNamaste
  Czuję, że moje szczere łzy kapią na Jaskra. Jedna, druga. Nagle na chwilę się uspokajam, wpatruję się w sierść zmiecha. Widzę, jak jedna z moich łez spada na sierść, a ta na ułamek sekundy zaczyna świecić. Kiedy tak leżę i z niedowierzaniem wpatruję się w zwierzę, coś zaczyna się dziać. Zbiera się nagły wiatr, ptactwo zaczyna nad nami krążyć. Wpatruję się w to zjawisko, kiedy Jaskier zaczyna świecić. Rzucam się na niego, mocno trzymam przy sobie, kiedy czuję, że ktoś mnie od tyłu łapie.
- Zostaw mnie! Słyszysz, puszczaj! - wrzeszczę na całe gardło, aż zaczyna mnie boleć.
- Light, pozwól mu odejść. Tak trzeba... - uspokaja mnie ktoś za plecami, jednak ja nie mam zamiaru go słuchać. Wyrywam się z całych sił, gryzę i drapię dłoń mojego oprawcy, po czym wybucham płaczem. Lamentuję, nawołując Jaskra. Wilk zamienił się teraz w jedna wielką kulę światłości, która owija jego ciało i unosi się w górę. Nagle, całe niebo zaczyna ciemnieć, słońce chowa się daleko za horyzontem, a księżyc nie wschodzi. Mimo, że powinny nastać Egipskie Ciemności, jest niewiarygodnie jasno. Ciało zmiecha unosi się kilka metrów nad ziemią, kiedy w oślepiającym blasku dostrzegam moje znamię. Rozlśniewa wszystkimi odcieniami złota, rozciągając się na cały horyzont. 
  Blask schodzi na ziemię, po czym powoli zanika zostawiając ciało wilka, ale nie Jaskra. Jest ono diametralnie zmienione. Zamiast granatowej, szorstkiej sierści jest biała, długa i puszysta. To nie jest Jaskier. Wilk leży, ma zamknięte oczy. Po krótkiej chwili, powoli zaczyna podnosić się z ziemi. Dalej jest niewiarygodnie ogromny, rozmiarem przypomina Jaskra. Ma majestatyczny, długi ogon. Nagle otwiera oczy. Nie mogę w to uwierzyć... To jest Jaskier! 
  Teraz mam pewność, to jego oczy! Zaczynam wyrywać się znacznie mocniej, a kiedy nie wytrzymuję, zaciskam dłoń w pięść, po czym z całą siłą posyłam uderzenie w brzuch mojego oprawcy. Uścisk słabnie, a ja korzystając z okazji rzucam się do mojego wilka. Dopadam go wreszcie, przytulam, gładzę i płaczę jednocześnie. Na zadzie zauważam nieco obdartą sierść... To strzała posłana ku niemu, żeby go odstraszyć od zielonowłosego chłopaka. Wtulam się mocno w jego sierść, po czym odwracam wzrok ku Akarze i zielonowłosemu. Jestem tak wzruszona, że nie mogę pohamować łez cisnących mi się do oczu. Nagle cała radość znika. Widzę wijącego się w męczarniach chłopaka, który najwyraźniej próbował mnie powstrzymać. Czuję się winna za to, co się stało. Nie dość, że odcięłam mu całe przedramię, to jeszcze teraz mogłam tym mocnym uderzeniem spowodować krwotok. Szybko dobiegam do chłopaka, pochylam się nad nim, i gorliwie go przepraszam, kiedy  moja łza skapuje na odciętą rękę. Zaczyna dziać się coś niezwykłego. Podobnie jak z wilkiem, tyle że mniej "świetliście". Ręka chłopaka dosłownie zaczyna odrastać. Po niecałej minucie, wygląda tak, jakby nie było żadnej rany. Chwytam jego dłoń i zaczynam się jej uważnie przyglądać, kiedy moją uwagę zwraca dziwaczna plama... To moje znamię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz