Czuję, że moje szczere łzy kapią na Jaskra. Jedna, druga. Nagle na chwilę się
uspokajam, wpatruję się w sierść zmiecha. Widzę, jak jedna z moich łez
spada na sierść, a ta na ułamek sekundy zaczyna świecić. Kiedy tak leżę i z niedowierzaniem wpatruję się w zwierzę, coś zaczyna się dziać. Zbiera się nagły wiatr, ptactwo zaczyna nad nami krążyć. Wpatruję się w to zjawisko, kiedy Jaskier zaczyna świecić. Rzucam się na niego, mocno trzymam przy sobie, kiedy czuję, że ktoś mnie od tyłu łapie.
- Zostaw mnie! Słyszysz, puszczaj! - wrzeszczę na całe gardło, aż zaczyna mnie boleć.
- Light, pozwól mu odejść. Tak trzeba... - uspokaja mnie ktoś za plecami, jednak ja nie mam zamiaru go słuchać. Wyrywam się z całych sił, gryzę i drapię dłoń mojego oprawcy, po czym wybucham płaczem. Lamentuję, nawołując Jaskra. Wilk zamienił się teraz w jedną wielką kulę światłości, która owija jego ciało i unosi się w górę. Nagle, całe niebo zaczyna ciemnieć, słońce chowa się daleko za horyzontem, a księżyc nie wschodzi. Mimo, że powinny nastać Egipskie Ciemności, jest niewiarygodnie jasno. Ciało zmiecha unosi się kilka metrów nad ziemią, kiedy w oślepiającym blasku dostrzegam moje znamię. Rozlśniewa wszystkimi odcieniami złota, rozciągając się na cały horyzont.
Blask schodzi na ziemię, po czym powoli zanika zostawiając ciało wilka, ale nie Jaskra. Jest ono diametralnie zmienione. Zamiast granatowej, szorstkiej sierści jest biała, długa i puszysta. To nie jest Jaskier. Wilk leży, ma zamknięte oczy. Po krótkiej chwili, powoli zaczyna podnosić się z ziemi. Dalej jest niewiarygodnie ogromny, rozmiarem przypomina Jaskra. Ma majestatyczny, długi ogon. Nagle otwiera oczy. Nie mogę w to uwierzyć... To jest Jaskier!
Teraz mam pewność, to jego oczy! Zaczynam wyrywać się znacznie mocniej, a kiedy nie wytrzymuję, zaciskam dłoń w pięść, po czym z całą siłą posyłam uderzenie w brzuch. Uścisk słabnie, a ja korzystając z okazji rzucam się do mojego wilka. Dopadam go wreszcie, przytulam, gładzę i płaczę jednocześnie. Na zadzie zauważam nieco obdartą sierść... To strzała posłana ku niemu, żeby go odstraszyć od zielonowłosego chłopaka. Wtulam się mocno w jego sierść, po czym odwracam wzrok ku Akarze i zielonowłosemu. Jestem tak wzruszona, że nie mogę pohamować łez cisnących mi się do oczu. Nagle cała radość znika. Widzę wijącego się w męczarniach chłopaka, który najwyraźniej próbował mnie powstrzymać. Czuję się winna za to, co się stało. Nie dość, że odcięłam mu całe przedramię, to jeszcze teraz mogłam tym mocnym uderzeniem spowodować krwotok. Szybko dobiegam do chłopaka, pochylam się nad nim, i gorliwie go przepraszam, kiedy moja łza skapuje na odciętą rękę. Zaczyna dziać się coś niezwykłego. Podobnie jak z wilkiem, tyle że mniej "świetliście". Ręka chłopaka dosłownie zaczyna odrastać. Po niecałej minucie, wygląda tak, jakby nie było żadnej rany. Chwytam jego dłoń i zaczynam się jej uważnie przyglądać, kiedy moją uwagę zwraca dziwaczna plama... To moje znamię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz