niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 1, strona 2

- Dziękuję. - odpowiadam szczerze. Akara skinęła głową na znak zgody i ruszyła przed siebie.
- Czekaj, dokąd idziesz? - pytam, chwytając łuk i podbiegając do niej.
- Do zamku, - odkrzykuje - idź za mną! - mówi. Mam zamiar wykonać jej polecenie. Szybkim krokiem ruszam przed siebie, nie spuszczając jej z oka ani na chwilę. Biegniemy najpierw przez długą łąkę. W oddali dostrzegam zwierzynę, a także nieznane mi gatunki flory. Akara nagle zatrzymuje się gwałtownie, a ja, jeszcze szczerze rozmarzona, nie zauważając tego wpadam prosto na nią. 
- Przepraszam, - mówię, podnosząc się i strzepując liście i małe gałązki przyczepione do mojej bluzy - nie chciałam.
- Shh - ucisza mnie, przykładając palec do ust. Bezdźwięcznie pokazuje palcem dno skarpy, na której granicy stoimy. Podchodzę bliżej, po czym szybko się cofam. Ogarnia mnie przerażenie. Na dnie, leży znane mi stworzenie. Wilk. Sięgam po strzałę, ale Akara natychmiast, daje mi znak, żebym ją schowała.  Wpatruję się uważnie w śpiące, nieświadome niczego zwierzę. Mam wprawne oko, więc szybko dostrzegam charakterystyczną sierść. Jest długa i lśniąca w świetle dnia. To Zmieszaniec, wilk, który nie pochodzi z naszych terenów. Nasze bestie są znacznie mniejsze, nie mają długiej sierści, ani tak wielu blizn. Najczęściej oswaja się je, żeby służyły królowi jako pupile, a większe jednostki szkoli się do służby w wojsku. Wpatrujemy się z Akarą w wilka już dobrą chwilę, kiedy zaczynam się powoli cofać. Uważam na każdy ruch, żeby nie obudzić stwora. Nagle pod nogami dostrzegam ogromną tarantulę. Odskakuję w bok, i zaczynam krzyczeć. Wrzeszczę na całe gardło, kiedy bestia otwiera oczy.
  Szybko się uspokajam, ale nie dostrzegam mojej towarzyszki. Wpatruję się w zmieszańca, który zaczyna się powoli i mozolnie podnosić. Wstał. Patrzymy sobie głęboko w oczy, ja sparaliżowana strachem, on - w każdej chwili gotowy do ataku. Ma piękne, majestatyczne złote oczy. Mam wrażenie, że widzi moją duszę. Nagle czuję, że rękawiczka zupełnie mi się zsunęła. Odwracam wzrok dosłownie na ułamek sekundy, kiedy słyszę, jak zmieszaniec zaczyna wyć, i wdrapywać się po mnie. Cienka rękawiczka upada na ziemię. Jestem tak przerażona, że nie jestem w stanie się ruszyć. Kiedy zwierzę jest około metra przede mną, chcąc się zasłonić, wyciągam w przód prawą dłoń, zaciskam zęby i mrużę oczy. Nagle słyszę, że zmiech się zatrzymał. Otwieram oczy. Dopiero teraz wyraźnie widzę, co robi. Zmieszaniec z podkulonym ogonem, płaszczy się przed moją ręką. Skulił się w kłębek, jakby stanął przed znacznie silniejszym przeciwnikiem i poniósł klęskę. Z niedowierzaniem zaczynam przyglądać się wilkowi, po czym odwracam dłoń w moim kierunku i cały strach mija. Dostrzegam tajemnicze znamię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz