Marszczę brwi i odsuwam jego rękę, dając Violinowi do zrozumienia, że nie chcę, żeby mnie dotykał. Mężczyzna chyba jednak nie do końca zrozumiał co chcę przez to powiedzieć, bo tylko bliżej się do mnie przysunął i objął mnie w biodrze. Nieco rozdrażniona, energicznym ruchem zrzucam z siebie jego rękę, a ten, zdaje się nie reagować, bo po raz kolejny się do mnie przymierza.
- Hej, przestań! - mówię rozdrażniona - Przecież się nawet dobrze nie znamy! - fukam. Chłopak zdaje się chwilę namyślać, po czym daje krótką odpowiedź.
- Cóż, z całą stanowczością nie znamy się zbyt dobrze jak to ujęłaś. Przecież nawet nie podałaś mi swojego imienia - oświadcza. Peszę się, jetem cała czerwona, co za wstyd! Violin ma rację, przecież nie podałam mu nawet swojego imienia... Dziwne, jakoś dotąd mi się to nie zdarzyło. Wracam myślami do chwili, kiedy rozmawialiśmy i przywołuję do siebie każde nasze słowo. Po dogłębnej analizie zauważam jedną nieprawidłowość.
- Zaraz, przecież powiedziałam ci jak się nazywam. Jestem tego pewna, mówiłam ci! - unoszę się, układając w głowie każdy szczegół. O nie... To się stało wtedy, gdy spałam... To nie Violin! Zaraz, jeśli to nie Violin, to... kto?! Rozmyślam gorączkowo, starając się nie dać po sobie nic poznać. - A mógłbyś mi przypomnieć, jak ty masz na imię? - pytam nachalnie, kiedy nie spuszczając wzroku z chłopaka, podnoszę z dna ostro zakończoną muszlę w celu obrony. Chłopak sprawia wrażenie, jakby się zastanawiał, a po chwili udziela odpowiedzi.
- Jak już powiedziałem, jestem... - tu jakby się wahał - ...Adrian! Och, oczywiście, że Adrian. Czy coś nie tak? - pyta, wymownie podnosząc brew. Nagle w jego oku zauważam przebłysk, jakąś niezrozumiałą iskrę. Bez zastanowienia rzucam się na chłopaka poważnie raniąc mu gardło. Nagle dzieje się coś niewyobrażalnego - domniemany Violin, dosłownie zdziera z siebie skórę, spod której wypełza wąż. Zbliża się do mnie, wyginając ciało niczym bambus. W przerażeniu porzucam muszlę i płynę co sił w płetwie. Ze zmęczenia zaczyna brakować mi oddechu, jestem wykończona, a wąż dalej mnie śledzi. Kiedy już nie daję rady płynąć dalej, zatrzymuję się naprzeciw węża, dumnie unosząc głowę.
- Czy nie wiesz może co się stało z twoim przyjacielem? - pyta, tym samym zawracając ogon do siebie, ogon, w którego śmiertelnym uścisku tkwi prawdziwy Violin. Chłopak jest nieprzytomny, cały poraniony, z płetwą głęboko zranioną w pasie. Do oczu napływają mi łzy. Na widok cierpiącego Violina przypomina mi się Jaskier i... Moje znamię! W mgnieniu oka wystawiam w przód prawą dłoń z groźnym wyrazem twarzy. Przerażony wąż otwiera szeroko oczy, po czym ślepo gapi się w moją rękę. Natychmiast puszcza on chłopaka z uścisku, a ten powoli spływa na dno. Podpływam do Violina, który tonie we własnej krwi, pochylając się nad nim czule przysuwam twarz do jego policzka, po czym skraplam je moimi łzami.