niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 2, strona 13

  Jak to możliwe? Przecież las, to jedyne miejsce w Systemie, gdzie ciągle rosną rośliny. W żadnym z mocarstw nie ma już nawet źdźbła trawy. Cóż - nigdzie, oprócz mojego miasta. Tam, przestępczość ogranicza się do zrywania roślin przesiąkniętych chlorofilem. 
http://fc06.deviantart.net/fs71/i/2010/091/c/3/Mass_Effect_2_Galaxy_by_BlackSheep64.png  Ciągle jeszcze staram się zrozumieć słowa, które wypowiedział Wilk. W mojej głowie zaczynają migrować myśli, jedna po drugiej. Nagle czuję, jak te dosłownie rozszarpują mi głowę. Tracę przytomność - a przynajmniej tak mi się zdaje. Padam na ziemię pod łapy Ducha, ale ciągle jestem świadoma. Jak przez mgłę widzę zbliżającą się Akarę, która w przerażeniu zostawia za sobą skórę z jaguara i w obdartej bieliźnie kuśtyka w moją stronę. Kiedy jest już przy mnie, zdaje się - odchodzić przez tunel, idzie tyłem wystawiając mi dłoń, jakby chciała pociągnąć mnie za sobą. Wstaję, trochę jeszcze otumaniona, i przytrzymując ramię jak po doznaniu obrażeń ruszam w jej stronę. Wtedy światłość zupełnie zanika, widzę nieskończoną ciemność, okrytą płaszczem milionów białych, iskrzących się kropek. Dostrzegam w oddali piękne niebo przesiąknięte gamą barw, od krwistej czerwieni przeobrażającej się w pomarańcz i żółć - po wszystkie odcienie granatu. Jestem w kosmosie. 
  Nie wiem jak się tu znalazłam, wiem, że szłam za Akarą, przecież jej ufam. Teraz znajduje się w nieskończonej toni ciał niebieskich. W oddali dostrzegam Słońce, i kilka większych, kolorowych piłek, swobodnie obracającymi się wokół własnej osi. Nagle, ta dziwna siła, która zmuszała mnie do lotu zupełnie zanika, a ja spadam w wielką przepaść, z której nie ma powrotu. Lecę, coraz niżej i niżej, czuję, jak z moich gęstych, kasztanowych włosów zsunęła się gumka, a te rozpływają się na wszystkie strony. Wtem dostrzegam, że zbliżam się na dziwaczną piłkę, całą w lazurowym odcieniu fal wody. Zamykam oczy i rozprostowuję ręce, daje się porwać pięknu chwili. Nie myślę już o tym, że lada moment spalę się wpadając w nieznaną atmosferę, tylko o tym, że jest tu niewyobrażalnie pięknie i przyjemnie. Kiedy jestem około czterdziestu metrów nad powierzchnią wody, na moją twarz zaczynają padać kropelki wody, co wyrywa mnie z błogiego transu. Szybko wyprostowuję ręce nad głową i wpadam do wody niczym strzała wypuszczona z rąk łucznika. Uderzam w taflę wody z głuchym pluskiem.
  Otwieram oczy, chcę wynurzyć się na powierzchnię, żeby zaczerpnąć powietrza, ale dostrzegam, że wcale nie jest mi ono potrzebne. Mrużę na chwilę oczy i rozglądam się dookoła. Zauważam rafę koralową, piękną i mieniącą się barwami tęczy, a także ogrom ryb. Nagle jakiś niezrozumiały impuls każe mi się odwrócić. Dostrzegam szybko zbliżającego się mężczyznę, o ciemnych włosach i oczach, muskularnie zbudowanego i bardzo przystojnego. Wtem zamiast swoich nóg dostrzegam rybią płetwę, pokrytą łuskami, całą w lazurowym kolorze. Mężczyzna znajduje się już tylko kilka metrów ode mnie, kiedy zamiast jego dolnych kończyn również zauważam płetwę. Na ułamek sekundy zamykam oczy, kiedy zbliżająca się postać chwyta mnie w mocny uścisk i porywa ze sobą na dno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz