niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 2, strona 14

  Próbuję się wyrywać, zaczynam drapać paznokciami mocne przedramię mojego oprawcy, a kiedy i to zdaje się na nic, macham moją płetwą z całych sił, stawiając opór wody, przez co wyraźnie zwalniamy. Kiedy podnoszę dłonie mocno wciskając je w twarz mężczyzny, zauważam, że jestem naga. Nie mam stanika, przez co jeszcze mocniej próbuję się wyswobodzić. Kiedy żadna z moich metod nie skutkuje zaczynam błagać go o litość, żeby mnie wypuścił, po czym wybucham płaczem, zasłaniając górne partie ciała. Kiedy przerażona i zrezygnowana, nie mam już siły walczyć, czuję, że uścisk słabnie. Już mam się wyrwać, kiedy mocne ramię rzuca mnie na miękkie rośliny i przytrzymuje mi głowę, wciskając ją między muszle i koralowce. 
http://fc07.deviantart.net/fs70/i/2010/296/2/8/sleeping_mermaid_by_nig3l-d2i3mwp.jpg- Kim jesteś? Proszę, nie rób mi krzywdy - lamentuję, ciągle wtulona w dno. - Zrobię co zechcesz, tylko mnie nie krzywdź... - mówię, wyraźnie przestraszona. Długi czas mija, zanim słyszę odpowiedź.
- Jestem Violin, - oznajmia, nieco osłabiając uścisk - książę Toni Wodnej. Kim ty jesteś i co robisz na naszych ziemiach? - pyta groźnie. Przestraszona, i otumaniona wyznaję prawdę. Opowiadam mu całą moją historię, co stanie się z lasem i co czeka Ludzi. On słucha mnie uważnie, a kiedy kończę swoją opowieść zupełnie mnie wyswobadza. - Więc to tak... - mówi w zadumie - Spokojnie, nie skrzywdzę cię. Wybacz mi proszę moje zachowanie, ale to tylko środki ostrożności. Nasz świat nie jest specjalnie popularny, a my nie chcemy zbytniego rozgłosu. Zwłaszcza, że jak możesz się domyślić, nie często miewamy gości - oświadcza spokojnie, podając mi dłoń, by pomóc mi się podnieść. Kiedy już siedzę oparta o rafę, zginam płetwę i zasłaniam nią moje piersi, o których zupełnie zapomniałam. - Spokojnie, nie jestem taki - oświadcza ze śmiechem, kiedy się zakrywam. Na widok jego szczerego uśmiechu także moje kąciki ust nieco się podnoszą. Kiedy zaczynamy szczerą rozmowę, wspólnie śmiejemy się i żartujemy, zupełnie tracę rachubę czasu. Kiedy oznajmiam, że jestem już nieco zmęczona, Violin pokazuje mi przytulne miejsce na gąbczastym kawałku rafy, na którym kładzie się obok mnie, również starając się odpocząć. Mimo, że mężczyzna myśli, że już zasnęłam, w cale tak nie jest. Ja tylko leżę i patrzę na białe, iskrzące się kropki, które mimo, że są tak daleko, przenikają przez taflę wody. Nagle czuję na sobie czyjś dotyk. Przestraszona i wyrwana z błogiej zadumy, energicznym ruchem odwracam się na drugi bok. Zauważam tylko Violina, który patrzy się na mnie swym czułym wzrokiem i zmysłowo gładzi po brzuchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz