poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 3, strona 17

  Wiem, co się stanie, ale nie oponuję. Nasze usta są złączone już dosyć długo, a chłopak nareszcie odrywa je na chwilę, żeby wziąć oddech. Korzystając z okazji, ja również postanawiam zaczerpnąć nieco powietrza. Violin wygląda na naprawdę napalonego. Jego oczy lśnią od ekscytacji, zresztą moje również. Przez chwilę dyszymy ciężko patrząc sobie w oczy. Po upływie kilkunastu sekund, w oczach chłopaka dostrzegam ten sam przebłysk, tą samą iskrę jak tą, którą ujrzałam gdy mnie porwał i rzucił na rafę. 
  Ale teraz nie rzuci mnie o rafę. 
  Teraz zrobi coś innego.
  Wiem co.
  Moje podejrzenia są oczywiście słuszne. Zrobiłby to albo on - albo ja. Podpływamy do brzegu, który znajduje się zaledwie dwadzieścia, może dwadzieścia pięć metrów od skał.
  Kiedy jesteśmy już na plaży, chłopak wypuszcza mnie z uścisku, po czym delikatnie kładzie na ziemi. Leżę na plecach, w ogóle nie przejmując się brakiem ubrań. To się stanie tu i teraz. Serce dosłownie wyrywa mi się z piersi, gdy chłopak pochyla się nade mną i zmysłowo całuje w usta. Nasze ciała stykają się ze sobą, ocierają o siebie. Czuję na brzuchu delikatne gilgotanie, uśmiecham się do chłopaka, który odwzajemnia mój uśmiech i zaczyna pokrywać szybkimi pocałunkami moją szyję, policzki i obojczyk. Moje ręce obejmują jego plecy, przybliżając je do mojej klatki piersiowej. Chłopak jest ciepły, wręcz niesamowicie rozgrzany. Czuję, że jestem w kompletnej ekstazie. 
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - słyszę jego pytanie. Otwieram oczy i widzę jego piękną twarz; wyraźne kości policzkowe, piękne oczy i mokre włosy. Nie muszę długo zastanawiać się nad odpowiedzią.
- Tak, proszę. Chcę tego bardzo... - mówię, rozmazanym głosem. Violin wraca do serii pocałunków, a po chwili czuję dziwny ucisk; rozszerzenie się samej siebie. Wydaję stłumiony jęk. Jestem pewna, że krwawię.
- Czy mam przestać? - pyta czule. Czy ma przestać? Nie wiem. Odczuwam ból, ale to ten rodzaj bólu, którego nie chcę się pozbyć. Przewracam się na bok, twarzą do chłopaka i zmysłowo całuje go w usta, jednocześnie przeczesując mu włosy. Violin odwzajemnia pocałunek, i czule przysuwa do siebie. Przytulamy się obejmując jednocześnie. Zamykam oczy, a jednocześnie dostęp do mnie czasu. Wiszę w próżni, między rzeczywistością a chwilą, w której chcę pozostać.

Rozdział 2, strona 16

  Gdy jedna z moich gorzkich łez rozpływa się wraz z wodą na ciele Violina, miejsce, na którym spoczęła zaczyna świecić. Szybko otwieram oczy, i zauważam niezwykłe zjawisko. Przywołuję myślami przemianę Jaskra, i domyślam się, że tak mała dawka mojego "łzawego serum" nie pomoże. Bez zastanowienia chwytam rannego i wyczerpanego chłopaka, który wydaje z siebie stłumiony jęk, i pędzę jak najszybciej w kierunku gładkiej tafli wody, żeby wynurzyć się na powierzchnię. Kiedy wreszcie zaczerpuję tak bardzo spragnionego powietrza, kładę Violina na skałach, i zauważam, że z jego ciałem dzieje się coś dziwnego. Rybi ogon zanika, zupełnie rozpływając się niczym rozlana na czymś ciecz. Tym samym, chłopak staje się zupełnie nagi, a ja, speszona tym widokiem nieco się cofam, chcąc zasłonić oczy. Kiedy przez krótki moment zastanawiam się, co robić, podejmuję szybką decyzję: przecież nie mogę go tak zostawić. Już mam do niego podpłynąć, kiedy zauważam, że również moja płetwa zniknęła. Nie zastanawiając się nad scenerią, klękam na skale obok chłopaka, z którego głębokich ran wydobywa się lepka, czerwona ciecz, i zaczynam rzewnie płakać nad jego i własnym losem. Kiedy tylko kilka moich łez skrapla jego klatkę piersiową, miejsce, w którym kapnęła łza zaczyna się topić, wygląda to tak, jakby kropla nie kapnęła na coś, o stałym stanie, a jedynie zanurzyła się w tafli wody. Jak pod wpływem gorącego, roztopionego żelaza, wchłania się do jego ciała. Po chwili napiętego oczekiwania, twarz Violina zaczyna markotnieć, usta się otwierają i wydają bolesne, ale stłumione jęknięcie. W przerażeniu i uldze, jedna z moich łez, pozostała jeszcze na policzku, spada na krocze chłopaka, a ten wydaje z siebie dramatyczny krzyk, jakby wąż boa obdzierał go żywcem ze skóry i polewał ciało lawą.
  Przestraszona, nie wiedząc jak zareagować, cała czerwona wsuwam rękę do wody, nabierając jej nieco w dłonie, po czym brutalnie wypuszczam ją z rąk wprost nad jego krocze. Ten z wyraźną ulgą rozluźnia mięśnie i zaczyna się mi przyglądać. Ponieważ nie mam już płetwy, chłopak postrzega mnie zapewne nie jako Light, a jakąś niezrozumiała istotę.
- K-kim jesteś? - pyta, cały roztrzęsiony.
- To ja, Light - mówię, ze łzami w oczach, po czym opowiadam mu wszystko, co się stało. Od porwania mnie i leżenia na gąbczastym, żółtym dnie rafy koralowej - aż po walkę z wężem i przywołanie znamienia do obrony. Kiedy chłopak wysłuchał już wszystkiego, równie wzruszony jak ja z trudem wstaje i otwiera przede mną swoje ramiona. Bez zastanowienia rzucam się w nie, a te obejmują mnie i mocno przytulają do rozgrzanego ciała chłopaka. Przez chwilę się przytulamy, kiedy czuję coś niesamowitego. Otwieram oczy, i widzę, że Violin zmysłowo przysuwa swoją twarz do mojej. Nie opieram się, tylko odwzajemniam jego ruch. I wtedy nasze usta się spotykają. Czuję na wargach zmysłowe ciepło jego ust. Każdy szczegół. Każdy dotyk. Każdy gest. Nie wytrzymuję. Obejmuję dłońmi twarz chłopaka i przeczesuje nimi jego mokre włosy. Ten obejmuje mnie w pasie i przysuwa do siebie tak blisko, że wydaje mi się to wręcz niedelikatne. Nagle czuję w ustach coś dziwnego. Obcego. Nie swojego. Czuję język chłopaka od środka, na moim policzku. Zaskakuje mnie, jak bardzo jest to przyjemne. Odwzajemniam jego ruch. Ponieważ oboje nie mamy już płetw i jesteśmy nadzy, czuje się nieswojo, ale zarazem cudownie, i jestem w pełni świadoma ruchu, który zaraz nastąpi.