Gdy jedna z moich gorzkich łez rozpływa się wraz z wodą na ciele Violina, miejsce, na którym spoczęła zaczyna świecić. Szybko otwieram oczy, i zauważam niezwykłe zjawisko. Przywołuję myślami przemianę Jaskra, i domyślam się, że tak mała dawka mojego "łzawego serum" nie pomoże. Bez zastanowienia chwytam rannego i wyczerpanego chłopaka, który wydaje z siebie stłumiony jęk, i pędzę jak najszybciej w kierunku gładkiej tafli wody, żeby wynurzyć się na powierzchnię. Kiedy wreszcie zaczerpuję tak bardzo spragnionego powietrza, kładę Violina na skałach, i zauważam, że z jego ciałem dzieje się coś dziwnego. Rybi ogon zanika, zupełnie rozpływając się niczym rozlana na czymś ciecz. Tym samym, chłopak staje się zupełnie nagi, a ja, speszona tym widokiem nieco się cofam, chcąc zasłonić oczy. Kiedy przez krótki moment zastanawiam się, co robić, podejmuję szybką decyzję: przecież nie mogę go tak zostawić. Już mam do niego podpłynąć, kiedy zauważam, że również moja płetwa zniknęła. Nie zastanawiając się nad scenerią, klękam na skale obok chłopaka, z którego głębokich ran wydobywa się lepka, czerwona ciecz, i zaczynam rzewnie płakać nad jego i własnym losem. Kiedy tylko kilka moich łez skrapla jego klatkę piersiową, miejsce, w którym kapnęła łza zaczyna się topić, wygląda to tak, jakby kropla nie kapnęła na coś, o stałym stanie, a jedynie zanurzyła się w tafli wody. Jak pod wpływem gorącego, roztopionego żelaza, wchłania się do jego ciała. Po chwili napiętego oczekiwania, twarz Violina zaczyna markotnieć, usta się otwierają i wydają bolesne, ale stłumione jęknięcie. W przerażeniu i uldze, jedna z moich łez, pozostała jeszcze na policzku, spada na krocze chłopaka, a ten wydaje z siebie dramatyczny krzyk, jakby wąż boa obdzierał go żywcem ze skóry i polewał ciało lawą.
Przestraszona, nie wiedząc jak zareagować, cała czerwona wsuwam rękę do wody, nabierając jej nieco w dłonie, po czym brutalnie wypuszczam ją z rąk wprost nad jego krocze. Ten z wyraźną ulgą rozluźnia mięśnie i zaczyna się mi przyglądać. Ponieważ nie mam już płetwy, chłopak postrzega mnie zapewne nie jako Light, a jakąś niezrozumiała istotę.
- K-kim jesteś? - pyta, cały roztrzęsiony.
- To ja, Light - mówię, ze łzami w oczach, po czym opowiadam mu wszystko, co się stało. Od porwania mnie i leżenia na gąbczastym, żółtym dnie rafy koralowej - aż po walkę z wężem i przywołanie znamienia do obrony. Kiedy chłopak wysłuchał już wszystkiego, równie wzruszony jak ja z trudem wstaje i otwiera przede mną swoje ramiona. Bez zastanowienia rzucam się w nie, a te obejmują mnie i mocno przytulają do rozgrzanego ciała chłopaka. Przez chwilę się przytulamy, kiedy czuję coś niesamowitego. Otwieram oczy, i widzę, że Violin zmysłowo przysuwa swoją twarz do mojej. Nie opieram się, tylko odwzajemniam jego ruch. I wtedy nasze usta się spotykają. Czuję na wargach zmysłowe ciepło jego ust. Każdy szczegół. Każdy dotyk. Każdy gest. Nie wytrzymuję. Obejmuję dłońmi twarz chłopaka i przeczesuje nimi jego mokre włosy. Ten obejmuje mnie w pasie i przysuwa do siebie tak blisko, że wydaje mi się to wręcz niedelikatne. Nagle czuję w ustach coś dziwnego. Obcego. Nie swojego. Czuję język chłopaka od środka, na moim policzku. Zaskakuje mnie, jak bardzo jest to przyjemne. Odwzajemniam jego ruch. Ponieważ oboje nie mamy już płetw i jesteśmy nadzy, czuje się nieswojo, ale zarazem cudownie, i jestem w pełni świadoma ruchu, który zaraz nastąpi.
- K-kim jesteś? - pyta, cały roztrzęsiony.
- To ja, Light - mówię, ze łzami w oczach, po czym opowiadam mu wszystko, co się stało. Od porwania mnie i leżenia na gąbczastym, żółtym dnie rafy koralowej - aż po walkę z wężem i przywołanie znamienia do obrony. Kiedy chłopak wysłuchał już wszystkiego, równie wzruszony jak ja z trudem wstaje i otwiera przede mną swoje ramiona. Bez zastanowienia rzucam się w nie, a te obejmują mnie i mocno przytulają do rozgrzanego ciała chłopaka. Przez chwilę się przytulamy, kiedy czuję coś niesamowitego. Otwieram oczy, i widzę, że Violin zmysłowo przysuwa swoją twarz do mojej. Nie opieram się, tylko odwzajemniam jego ruch. I wtedy nasze usta się spotykają. Czuję na wargach zmysłowe ciepło jego ust. Każdy szczegół. Każdy dotyk. Każdy gest. Nie wytrzymuję. Obejmuję dłońmi twarz chłopaka i przeczesuje nimi jego mokre włosy. Ten obejmuje mnie w pasie i przysuwa do siebie tak blisko, że wydaje mi się to wręcz niedelikatne. Nagle czuję w ustach coś dziwnego. Obcego. Nie swojego. Czuję język chłopaka od środka, na moim policzku. Zaskakuje mnie, jak bardzo jest to przyjemne. Odwzajemniam jego ruch. Ponieważ oboje nie mamy już płetw i jesteśmy nadzy, czuje się nieswojo, ale zarazem cudownie, i jestem w pełni świadoma ruchu, który zaraz nastąpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz