niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 1, strona 4

http://th01.deviantart.net/fs71/PRE/i/2012/290/e/7/to_ride_by_h4y13y-d5i4och.jpg- Jaka Walkiria? - dopytuję się. - Przecież Walkirie, to tylko legenda.
- Masz rację, ich ród rzeczywiście rozpadł się z przyczyny licznych w tym okresie wojen i kataklizmów - oświadcza. - Mimo to jednak istnieje pewna legenda, która głosi: "Ostatnia Walkiria - ta Ziemię ocali! Zmiecha dosiada i bestie oswaja. Ta wszystkie narody ocali" - mówi. - Czy teraz rozumiesz? - pyta pełna nadziei. Zaczynam się namyślać. Walkiria? Cóż, babka opowiadała mi, o nich. To pomniejsze boginie, córki Odyna, zwykle przedstawiane jako piękne dziewice-wojowniczki ujeżdżające olbrzymie wilki. Czy oto właściwie  mogłoby chodzić? Raczej jest to mało prawdopodobne, chociaż... Co do zmiecha, to przepowiednia naprawdę budzi grozę. Tylko mi jednej w historii całego państwa udało się oswoić i dotknąć zmiecha. Mimo to jednak legenda mówi, że "... ta, która zmiecha dosiada", więc to nie mogę być ja. Jest to osoba, która na nich jeździ, a nie tylko dotyka. Zaczyna boleć mnie głowa, od tego nadmiernego myślenia. Mam tylko jeden pomysł, jak sprawdzić, czy osoba z legendy, to ja. Muszę spróbować dosiąść wilka.
  Podchodzę bliżej zmieszańca, ciągle pokazując mu dłoń. Podchodzę do jego boku, zaczynam delikatnie głaskać mu sierść. Zaczynam do niego cicho mówić, żeby go uspokoić. Ten się temu całkowicie poddaje, słyszę spokojne bicie jego serca, za plecami czuję, że Akara mnie obserwuje. W końcu nabieram odwagi. Chwytam się mocniej sierści zmiecha, po czym szybkim ruchem na niego wskakuję. Siedzę jak na koniu, tyle, że jest mi znacznie wygodniej. Nagle słyszę przed sobą, jakiś szmer w krzakach.
- Akara, to ty? - pytam i słyszę natychmiastową odpowiedź, tyle że nie w krzakach, a za zadem wilka. - Akara, szybko! Biegnij się schować! - wrzeszczę na nią.
- Co się dzieje? - pyta przerażona, chowając się za krzewami.
Doodle 163 - Black Jaguar by giovannag- Mamy towarzystwo. - mruczę ponuro. Odwracam się w kierunku bezpośredniego zagrożenia i nakładam strzałę na cięciwę łuku, po czym mocno ją naciągam. Zbierają się chmury, piękny, słoneczny dzień zaczyna przeradzać się w wietrzny, upiorny wieczór. Nagle zza krzewów wychodzi jaguar, piękny i majestatyczny, o kruczo czarnej sierści. Ściskam mojego wierzchowca łydkami, a ten momentalnie rusza z miejsca. Biegnie bardzo szybko, omijając drzewa. Jaguar momentalnie rusza za nami w pościg. Wystrzelam jedną strzałę, następnie drugą. Obie mijają bestię o parę centymetrów. W końcu zmęczony zmiech nieco zwalnia, a bestia jest tak blisko, że bez problemów celuję strzałę w jego pysk, kiedy przypominam sobie, o moim znamieniu. Pośpiesznie chowam strzałę, i wyciągam dłoń, zamykając oczy. Zmiech zatrzymuje się, a ja pozbawiona równowagi upadam na ziemię, prosto pod przednie łapy wygłodniałego jaguara.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz