
Spaceruję wzdłuż granic mojego miasta. Wszystko - co dotychczas mnie otaczało - teraz wydawało się znacznie piękniejsze. Widzę migrujące ptaki, gdzieś koło uszu brzęczy mi pszczoła. Rozmaite kolory i zapachy kwiatów łączą się z aromatem jesiennych liści. Zwiedzam leśne ścieżyny, których wcześniej nie widziałam. Oglądam pieczary, robię w nich echo tym samym wywabiając z nich nietoperze. Ścigam się z wiatrem, robię bukiet z polnych stokrotek. Chodzę i chodzę, aż w końcu przystaję, bo zmęczyłam się tym chodzeniem bez celu. Odkładam łuk i kołczan ze strzałami opierając je o konar drzewa, a sama siadam na kamieniach. Gdy tylko moje ciało dotyka powierzchni skały, instynktownie odskakuję w bok. Moja ręka sięga po jedyny stosowny środek obrony - strzałę, którą ówcześnie odłożyłam, strzałę, której namacalnie nie posiadam. Zaczynam oddychać szybciej, napinam mięśnie. Te kamienie są miękkie! Jestem przerażona. Ponownie wysuwam dłoń, żeby sprawdzić powierzchnię. Na nic. Przecież kamienie są twarde! Jestem tego pewna, a te są jakoby zrobione z puchu. Czuję ból głowy, drzewa zaczynają wyginać się we wszystkie strony niczym bambusy. Wszystko mnie boli, widzę już tylko cienie i rozmazany obraz jakiejś zbliżającej się postaci. Tracę przytomność, padając na miękki puch.
Nie wiem, ile to trwało. Może kila minut albo... godzin. Otwieram oczy i widzę stojącą nade mną postać kobiety. Cóż, wygląda jak kobieta, jednak ma dziwne ubranie i fryzurę, a także spiczasto zakończone uszy. Jej spojrzenie jest hipnotyzujące.
- Ktoś ty?! - wołam podnosząc się i sięgając po łuk. Nieznajoma szybciej niż ja podnosi go i podaje mi do rąk.
- Jestem Akara. Wywodzę się z plemienia Elfów. - oświadcza. - Jak zatem ty się zwiesz?
- Jestem Light. Light Blushberrie. Z plemienia Ludzi. - mówię. - Czego szukasz na naszych ziemiach? - pytam z przekąsem.
- Zapytałabym raczej, czego Ty szukasz na naszych ziemiach? - odpowiada pytaniem na pytanie.
- Nie jestem przecież na terenach Elfów.
- Owszem jesteś. Jesteś na terenie stolicy państwa.
- Nie, to niemożliwe - zaprzeczam kiwając głową. - Przecież nie przekraczałam granicy. Naprawdę nie!
- To dziwne... Pan wysłał mnie na zwiady, bo jeden z jego ptaków zauważył, jak leżysz nieprzytomna. Władca dał mi rozkaz, bym sprawdziła czy nic ci nie dolega. - oświadcza.
- Czy naprawdę jest aż tak ze mną źle? - pytam ironicznie.
- Nie, wszystko w porządku. Witam w Avendell!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz