czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 2, strona 10

The spirit of the forest by FlashW
  Energicznym ruchem wypuszczam z rąk dłoń nieznajomego, po czym wstaję i gorączkowo zaczynam rozmyślać. Czy miał to znamię od urodzenia, tak jak ja? To mogłoby oznaczać, że nie jestem skazana na niewiadomą i wieczną samotność. Ale co jednak, jeśli znamię pojawiło się dopiero po jego odratowaniu? Podchodzę do niego, klękam, po czym chwytam jego dłoń i nerwowo pokazuję mu niewyraźną plamę.
- To - wskazuję palcem na znamię. - Miałeś to wcześniej? - pytam gorączkowo. Chłopak przybliża dłoń do twarzy i uważnie zaczyna przyglądać się plamie. Potrząsam jego płaszczem i chwytam za kołnierz. - Miałeś?
- Nie wiem - lamentuje. - Naprawdę nie wiem... Proszę nie zabijaj mnie! - mówi, po czym zaczyna mi się kłaniać. Mam tego dosyć. Wołam Jaskra, który w mgnieniu oka jest już przy mnie. Wilk zaczyna warczeć, pokazując swoje długie, ostre białe kły. Chłopak jest przerażony. Zaczynam gładzić wilka po głowie, po czym wsuwam rękę między jego szczęki i gilgam w dziąsła. Ten rozdziawia paszczę, a kły lśnią w słońcu.
- Widzisz? - pytam chłopaka wskazując jednocześnie na zęby zmiecha. - Tak ci zapłacę, jeżeli natychmiast nie wstaniesz i wytłumaczysz mi zaistniałej sytuacji. Na twoje nieszczęście Jaskier nic ni jadł, i jest potwornie głodny, a ja nie zamierzam pozbawiać go posiłku. Co chciałeś zrobić Akarze? - pytam, groźnie marszcząc brwi i wyjmując dłoń z pyska Jaskra. Chłopak czym prędzej się podnosi, po czym zaczyna gorączkowo się bronić.
- Wybaczcie mi proszę... Uciekłem z mojego miasta, bo ludzie są tam głodzeni i traktowani niegodnie, zamierzałem szukać pomocy w samej stolicy. Mógłbym służyć królowi, dostać odzienie i ciepłe łoże. Wędrowałem bardzo długo, i zaczęły kończyć mi się zapasy żywności. Wtedy natrafiłem na was. Chciałem was okraść z broni i pożywienia, ale kiedy ty dosiadłaś zmieszańca, postanowiłem uciec, z obawy przed Walkirią. Wtedy nadarzyła się okazja, bo ty uciekałaś przed jaguarem, a twa zwierzchniczka została sama... Wtedy ja... - zaczyna pochlipywać - wtedy ja... - nie może wykrztusić tych słów. Przestaję go męczyć. Nagle zbiera się silny wiatr, w oddali słyszę wycie wilków. Jaskier niespodziewanie staje na tylnych łapach, a ja prawie spadam. Szybko jednak chwytam się jego długiej sierści, żeby nie stracić równowagi. Jaskier nie uspokaja się, ale przynajmniej nie staje już dęba. Akara i zielonowłosy chłopak chowają się za zadem wilka, wystawiając tylko głowy. Nagle zauważam, jak odwraca się u nam cały las. I to dosłownie. Pośród gęstwiny na polanie, zauważam biały pysk wilka, staram się zauważyć ciało. W końcu je dostrzegam. Nie jest ono z futra, za to z mnóstwa liści, i roślin. To Duch Lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz