poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 1, strona 6

Patrzę w jego oczy jeszcze chwilę, po czym dosiadam go i mocno ściskam w łydkach. Jaskier przyśpiesza kroku, a po chwili już biegnie. Mocno trzymam się jego futra, gdy wbiega w leśną gęstwinę krzewów. Mimo pokaźnych rozmiarów wilka, przedziera się przez drapiące rośliny w ślimaczym tępię. Mocno trzymam się wilka, kiedy ten zaczyna się miotać. Ogarnia mnie przerażenie. Przecież siedzę na zmiechu, pozornie tylko oswojonym. A co, jeśli zwierzę zapomni o mnie, i o tym, że jestem Walkirią? Przecież zna swoją siłę doskonale, i wie, że jednym uderzeniem łapy może mnie zabić. Mimo to jednak szybko wyrównuję oddech, po czym powoli i dyskretnie sięgam po strzałę. Ta przypomina mi o znamieniu. 
  Nie zdążyłam jeszcze dobrze jej wyjąć, bo od razu wślizguję ją z powrotem do kołczanu. 
- Jaskier, pamiętasz? - pytam ironicznie przysuwając mu dłoń obok ślepia. Teraz jestem pewna, że pamięta. Właściwie, to okazało się, że jest mi uległy, a miotał się, bo najwyraźniej coś zauważył. Zaczynam mu naprawdę ufać.
http://oi59.tinypic.com/2wgi0dy.jpg  Kiedy wreszcie udaje się nam wybrnąć z labiryntu, znajdujemy się na dnie skarpy. Nie muszę pokazywać Jaskrowi, co ma robić. Kiedy tylko stajemy na dnie, wilk zaczyna się wdrapywać. Na szczęście nie jest bardzo stromo, a Jaskier ma długie pazury, więc nie zsuwamy się bezpośrednio po zboczu. Mimo to jednak muszę mocno się go trzymać, żeby przypadkiem nie stracić równowagi. 
Kiedy docieramy nareszcie do celu, zaczynam szukać wzrokiem Akary. Kiedy jednak nie mogę jej
dostrzec, zeskakuję z wilka, po czym ostrożnie zbliżam się do krzewów, gdzie się schowała. Chwytam ręką jedną z gałązek i energicznym ruchem odrzucam je na bok. Nie ma jej. Po chwili jednak na kamieniu nieopodal dostrzegam ślady świeżej krwi.
  Czuję się odpowiedzialna za Akarę. W końcu, ona powierzyła mi swoje życie w momencie, kiedy dosiadłam Jaskra. Nie chcę nawet myśleć, co mogło ją spotkać... Biorę się w garść. Podchodzę do zmiecha, i mocno go do siebie przytulam. Boję się, że znowu stracę przytomność, więc nie puszczam zwierzęcia. Kiedy wreszcie się uspokajam, dosiadam wilka i cicho szepczę.
- Ruszamy na łowy. Ktokolwiek to był, zadarł nie z tą Walkirią..! - mówię mu do ucha, po czym ściskam łydkami jego klatkę piersiową. Ruszamy do pałacu Avendell.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz