Patrzę w jego oczy jeszcze chwilę, po czym dosiadam go i mocno ściskam w łydkach. Jaskier przyśpiesza kroku, a po chwili już biegnie. Mocno trzymam się jego futra, gdy wbiega w leśną gęstwinę krzewów. Mimo pokaźnych rozmiarów wilka, przedziera się przez drapiące rośliny w ślimaczym tępię. Mocno trzymam się wilka, kiedy ten zaczyna się miotać. Ogarnia mnie przerażenie. Przecież siedzę na zmiechu, pozornie tylko oswojonym. A co, jeśli zwierzę zapomni o mnie, i o tym, że jestem Walkirią? Przecież zna swoją siłę doskonale, i wie, że jednym uderzeniem łapy może mnie zabić. Mimo to jednak szybko wyrównuję oddech, po czym powoli i dyskretnie sięgam po strzałę. Ta przypomina mi o znamieniu.
Nie zdążyłam jeszcze dobrze jej wyjąć, bo od razu wślizguję ją z powrotem do kołczanu.
- Jaskier, pamiętasz? - pytam ironicznie przysuwając mu dłoń obok ślepia. Teraz jestem pewna, że pamięta. Właściwie, to okazało się, że jest mi uległy, a miotał się, bo najwyraźniej coś zauważył. Zaczynam mu naprawdę ufać.
Kiedy docieramy nareszcie do celu, zaczynam szukać wzrokiem Akary. Kiedy jednak nie mogę jej
dostrzec, zeskakuję z wilka, po czym ostrożnie zbliżam się do krzewów, gdzie się schowała. Chwytam ręką jedną z gałązek i energicznym ruchem odrzucam je na bok. Nie ma jej. Po chwili jednak na kamieniu nieopodal dostrzegam ślady świeżej krwi.
Czuję się odpowiedzialna za Akarę. W końcu, ona powierzyła mi swoje życie w momencie, kiedy dosiadłam Jaskra. Nie chcę nawet myśleć, co mogło ją spotkać... Biorę się w garść. Podchodzę do zmiecha, i mocno go do siebie przytulam. Boję się, że znowu stracę przytomność, więc nie puszczam zwierzęcia. Kiedy wreszcie się uspokajam, dosiadam wilka i cicho szepczę.
- Ruszamy na łowy. Ktokolwiek to był, zadarł nie z tą Walkirią..! - mówię mu do ucha, po czym ściskam łydkami jego klatkę piersiową. Ruszamy do pałacu Avendell.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz