środa, 12 lutego 2014

Rozdział 1, strona 7

  Zamierzam znaleźć Akarę. Tylko właściwie, co mogło się jej stać? Szczerze wątpię  w rabusiów, ale złoczyńcy to inna broszka. Wydaje mi się, że oni nas śledzili od samego początku, ale czekali na odpowiedni moment. Przypuszczam, że kiedy oswoiłam Jaskra i udało mi się go dotknąć, oni uznali, że lepiej z nami nie zadzierać, bo jestem kimś w rodzaju Demona. Kiedy jednak dosiadłam wilka, i uciekałam przed jaguarem, a Akara schowała się w krzewach bez żadnego środka obrony, uznali, że to doskonały moment na przypuszczenie ataku. Nie wykluczam też opcji, że zaatakowało ją jakieś dzikie zwierzę. W końcu pałętają się ich tutaj tysiące!
http://th09.deviantart.net/fs71/PRE/i/2011/093/1/b/dead_end_by_james_face-d3d4crr.jpg- Jaskier, szybciej! - wołam do niego, po czym ściskam łydkami. Ten szybko przyśpieszył kroku. Biegniemy przez las, wzdłuż nas rozciąga się malownicza dolina. Nagle Jaskier zatrzymuje się, a ja pozbawiona równowagi upadam na ziemię. Podnoszę się, strzepuję liście i gałązki z mojej bluzy, po czym z wyrzutem patrzę na Jaskra. Ten jest jakby sparaliżowany, nie reaguje na żadne moje ruchy. Ogarniam wzrokiem całą dolinę, ale nie zauważam nic niepokojącego. Jaskier cały czas się miota, widać, że jest bardzo niespokojny. Zachowuje się jak koń, którego przestraszył widok nowego obiektu, szybko wyłaniającego się zza horyzontu. Spokojnie podchodzę do niego, zaczynam go gładzić po sierści głowy. Drapię za uchem, ale nic nie działa. Ciągle zachowuje się niespokojnie. Kiedy staram się go uspokoić, sama wpadam w panikę. Spuszczam wzrok, zauważam ślady krwi. To z pewnością krew Akary. Kucam, żeby przyjrzeć się czerwonej cieczy, kiedy słyszę krzyk dziewczyny, gdzieś bardzo blisko. Czym prędzej się podnoszę i zaczynam biec w tamtym kierunku. Zatrzymuje się w bezpiecznej odległości, za drzewami i krzewem dzikiej róży. Pośpiesznie wyciągam strzałę i naciągam ją na cięciwę łuku. Podnoszę dłoń, i lekko odsuwam liście zasłaniające mi widoczność. Ogarnia mnie przerażenie. Zauważam w pół nagą Akarę, która płaszczy się przed mężczyzną, ubranym w kremowy chyba płaszcz i kapelusz w tym samym odcieniu. Trzyma on w dłoni nieznany mi przedmiot, wycelowany w głowę mojej towarzyszki. Domyślam się , że to pewny rodzaj broni. Nie mogę pohamować ogarniających mnie emocji. Już mam wypuścić strzałę, kiedy zza pleców wybiega rozwścieczony Jaskier. Przeskakuje nad moją głową, po czym w szaleńczej furii biegnie na mężczyznę. Ten z przerażenia upuszcza broń, jest sparaliżowany strachem. Widzę, jak trzęsą mu się kolana. W tym samym momencie spoglądam na Akarę. Uśmiecha się, z jej oczu ulatniają się łzy szczęścia.Wracam wzrokiem do zmieszańca. Zauważam, że rzucił się już na mężczyznę. Nie myśląc o niczym innym - wyskakuję zza krzewów i wrzeszczę na Jaskra.
- Zostaw go! - wrzeszczę, ale ten nie zamierza puścić zdobyczy tak łatwo. Naciągam strzałę i posyłam ją ku wilkowi. Tak, jak zamierzyłam - mija go o kilka milimetrów i tylko zdrapuje nieco sierść. Przestraszone zwierzę zostawia mężczyznę, po czym z niechęcią wraca do mnie. Dosiadam go, po czym powoli i dumnym krokiem kroczę do dwóch postaci. Jaskier ciągle jeszcze niepocieszony warczy groźnie na poharataną postać mężczyzny. Kiedy jestem już pomiędzy Akarą a jej oprawcą, zsiadam z wilka., i daję głową znak, żeby podszedł do mężczyzny i go pilnował. Sama zaś podchodzę do Akary, wyjmuję zza pasa skórę jaguara i okrywam nią dziewczynę. Patrzę się jej chwilkę w oczy, kiedy słyszę za plecami potworny grzmot, a po ułamku sekundy bolesne wycie Jaskra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz