- Nie bądź głupia... - mówi ironicznie. Jaskier zaczyna warczeć. Skoro jeden wystrzał z tej broni może poważnie zranić dorosłego zmiecha, to strach pomyśleć, co robi z ludźmi. Cofam się niepewnie. Nagle Jaskier ostatkami sił zaczyna boleśnie wyć, domyślam się, w jakich męczarniach się teraz wije. Nabieram odwagi, w ułamku sekundy zmieniam mój cel - z czaszki, na dłoń mężczyzny, w której trzyma swoją broń. W ułamku sekundy wypuszczam strzałę, która dosłownie odcina przedramię mężczyzny. Rozlega się przeraźliwy wrzask, mężczyzna klęka i zaczyna wić się, niczym nowo narodzona poczwarka. Kompletnie nie wzrusza mnie jego widok, ale ludzkie życie jest dla mnie ważne. Podbiegam do niego, zrywam kawałek jego płaszcza i robię opatrunek. Opieram mężczyznę od drzewo i zdejmuję kapelusz zasłaniający mu twarz. Dopiero teraz dostrzegam, że nie jest to mężczyzna, lecz chłopak, pewnie nie wiele starszy ode mnie, za to znacznie bardziej umięśniony.
Podbiegam do wilka. Jest w stanie krytycznym. Teraz już wiem, że jest za późno. Łzy ciekną mi do oczu, a ja ich nie powstrzymuję. Pochylam się nad nim, czule całuję w nos i gładzę sierść. Kładę jego głowę na moje kolana i uspokajam. Cicho do niego szepczę, a nawet udaje mi się cichutko zanucić. Widzę, że z jego ślepi również płyną łzy, on płacze ze mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz