środa, 12 lutego 2014

Rozdział 1, strona 8

http://th02.deviantart.net/fs71/PRE/i/2012/078/0/e/cowboy_bebop__spike_spiegel__realism__by_shilesque-d4t23ru.jpg  Najszybciej jak mogę biegnę do Jaskra.  Upadam obok niego przepełniona troską o wilka, i nienawiścią do jego oprawcy. Podnoszę wzrok, i widzę mężczyznę z wycelowaną we mnie bronią, dymiącą jeszcze od poprzedniego użytku. Pośpiesznie naciągam strzałę, wstaję, i celuję ją w czaszkę mężczyzny.
- Nie bądź głupia... - mówi ironicznie. Jaskier zaczyna warczeć. Skoro jeden wystrzał z tej broni może poważnie zranić dorosłego zmiecha, to strach pomyśleć, co robi z ludźmi. Cofam się niepewnie. Nagle Jaskier ostatkami sił zaczyna boleśnie wyć, domyślam się, w jakich męczarniach się teraz wije. Nabieram odwagi, w ułamku sekundy zmieniam mój cel - z czaszki, na dłoń mężczyzny, w której trzyma swoją broń. W ułamku sekundy wypuszczam strzałę, która dosłownie odcina przedramię mężczyzny. Rozlega się przeraźliwy wrzask, mężczyzna klęka i zaczyna wić się, niczym nowo narodzona poczwarka. Kompletnie nie wzrusza mnie jego widok, ale ludzkie życie jest dla mnie ważne. Podbiegam do niego, zrywam kawałek jego płaszcza i robię opatrunek. Opieram mężczyznę od drzewo i zdejmuję kapelusz zasłaniający mu twarz. Dopiero teraz dostrzegam, że nie jest to mężczyzna, lecz chłopak, pewnie nie wiele starszy ode mnie, za to znacznie bardziej umięśniony.
  Ma zielone włosy, rozpadające się potem na wiele odcieni; od brudnej zieleni Bagien Blushtor, po jasną zieleń trawy, świeżo skroplonej poranną rosą. Jego brązowe oczy są niezwykle przenikliwe, tak samo jak ślepia Jaskra. Rzewnie płyną z nich łzy. Widzę, że jest przerażony. Pod zmiętolonym i podartym przez Jaskra płaszczem nie ma nic. Jest prawie nagi. Mimo, że początkowo myślałam, że zgwałcił Akarę, teraz nachodzą mnie wątpliwości. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że  chciał okraść ją z broni i ubrań, bo jest uciekinierem i nie ma nic. Przypominam sobie o Jaskrze. Żeby mieć pewność, że nic już nie zrobi, ostrożnie biorę broń, i wyrzucam ją daleko poza pole widzenia.
  Podbiegam do wilka. Jest w stanie krytycznym. Teraz już wiem, że jest za późno. Łzy ciekną mi do oczu, a ja ich nie powstrzymuję. Pochylam się nad nim, czule całuję w nos i gładzę sierść. Kładę jego głowę na moje kolana i uspokajam. Cicho do niego szepczę, a nawet udaje mi się cichutko zanucić. Widzę, że z jego ślepi również płyną łzy, on płacze ze mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz