Leżę przerażona. Nad sobą widzę ociekające śliną szczęki zwierzęcia. Cała obolała próbuję sięgnąć po kołczan ze strzałami leżący około metra dalej, ale zwierze w tym właśnie momencie kładzie potężną łapę na mojej klatce piersiowej. Jestem unieruchomiona. Odruchowo wyciągam dłonie w przód, chcąc ochronić się przed ciosem. Nagle czuję, że jaguar puszcza mnie z uścisku. Mogę wstać. Szybko podbiegam do kołczanu ze strzałami, naciągam jedną z nich i celuję prosto w czaszkę bestii. Zauważam, że ten nagle zaczyna do mnie podchodzić, ja nie strzelam. Kiedy jego głowa jest zaledwie kilka centymetrów od mojej strzały, ten przysuwa się do niej tak, że broń dotyka jego czoła. To może oznaczać tylko jedno; bestia mi uległa.
Pośpiesznie podnoszę się z ziemi nie spuszczając strzały z głowy bestii. Zwierzę cały czas ma zamknięte oczy. Kiedy powoli zaczyna je otwierać, zauważam, że są zupełnie czarne. Zwierzę patrzy we mnie ślepo, kiedy ostrożnie odsuwam broń. Kiedy dostrzegam, że jest już spokojny, powoli i wolnym ruchem zrywam zwisającą swobodnie lianę, po czym zaplatam uwiąz. Zarzucam linę na szyję jaguara, po czym prowadzę go jak psa na smyczy do oswojonego zmiecha. Dosiadam go, po czym szybkim truchtem wracam po Akarę. Kiedy biegniemy, zauważam na pobliskiej łące kilka królików. Zamierzam upolować jednego.
Zatrzymuję zmieszańca, który też wyczuł zapach świeżego mięsa. Zeskakuję z wilka, po czym naciągam jedną ze strzał i posyłam w kierunku zwierzyny. Ponieważ mam już wprawę w strzelaniu, jedną strzałą łapię aż dwa egzemplarze. Daję oswojonym bestią znak, żeby zostały na miejscu, bo nie chcę szczuć ich zapachem pożywienia. Szybko zakradam się po mój łup, po czym wyjmuję strzałę z przebitych brzuszków i wracam do bestii. Staję jak wryta. Widzę zmiecha, który dosłownie rozszarpuje ciało jaguara. Szybko wyciągam ku niemu znamię. Dopiero po chwili pokornieje i zostawia strzępy mięsa, niechętnie rzucając mi je pod nogi, po czym kładzie się i pokornie kładzie po sobie uszy. Pochylam się nad ciałem zwierzęcia, kopnięciem buta oceniam stan zwłok. Wiem, że nie będzie z nich pożytku, więc tylko wyjmuję zza pasa nóż i obdzieram czarną skórę. Kto wie, ile będziemy musiały krążyć po lesie. Kiedy kończę, pozwalam wilkowi się pożywić. Nie mija pięć minut, kiedy bestia kończy posiłek. Już mam go dosiąść, kiedy doznaję olśnienia. Wpatruję się w jego piękne i majestatyczne, złote ślepia.
- Jaskier... - szepczę cichutko.
Zatrzymuję zmieszańca, który też wyczuł zapach świeżego mięsa. Zeskakuję z wilka, po czym naciągam jedną ze strzał i posyłam w kierunku zwierzyny. Ponieważ mam już wprawę w strzelaniu, jedną strzałą łapię aż dwa egzemplarze. Daję oswojonym bestią znak, żeby zostały na miejscu, bo nie chcę szczuć ich zapachem pożywienia. Szybko zakradam się po mój łup, po czym wyjmuję strzałę z przebitych brzuszków i wracam do bestii. Staję jak wryta. Widzę zmiecha, który dosłownie rozszarpuje ciało jaguara. Szybko wyciągam ku niemu znamię. Dopiero po chwili pokornieje i zostawia strzępy mięsa, niechętnie rzucając mi je pod nogi, po czym kładzie się i pokornie kładzie po sobie uszy. Pochylam się nad ciałem zwierzęcia, kopnięciem buta oceniam stan zwłok. Wiem, że nie będzie z nich pożytku, więc tylko wyjmuję zza pasa nóż i obdzieram czarną skórę. Kto wie, ile będziemy musiały krążyć po lesie. Kiedy kończę, pozwalam wilkowi się pożywić. Nie mija pięć minut, kiedy bestia kończy posiłek. Już mam go dosiąść, kiedy doznaję olśnienia. Wpatruję się w jego piękne i majestatyczne, złote ślepia.
- Jaskier... - szepczę cichutko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz